Opowieść wigilijna - streszczenie - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Strofka pierwsza
Duch Marleya


Był dzień Wigilii Świąt Bożego Narodzenia. Ebenezer Scrooge – bogaty, chciwy stary grzesznik, myślał o swym współpracowniku Marleyu, który zmarł równo siedem lat temu. Obaj prowadzili interesy na giełdzie londyńskiej. Scrooge do tej pory nie zamalował napisu na szyldzie ich składu (domu handlowego) i nadal każdy kto przechodził obok, spoglądał na transparent: „Scrooge i Marley”, choć interes prowadził już sam. Ebenezer został jedynym spadkobiercą przyjaciela, zarządcą majątku, beneficjentem i wykonawcą testamentu. Podczas pogrzebu tylko on szedł za trumną Marleya.

Scrooge nie był dobrym, hojnym pracodawcą. Wyciskał ostatnie poty z podwładnych. Na ulicy nikt nie ośmieliłby się go zaczepić, pytając o drogę. Nawet żebracy bali się go prosić o jałmużnę. Był postrachem całego miasta.

W dniu Wigilii świąt Bożego Narodzenia pracował jak zwykle w swym kantorze. Dzień był mglisty i mroźny. Drzwi od zakładu były uchylone, aby mógł obserwować pracę swego kancelisty, który urzędował w małej klitce obok, kopiując listy. W kantorze u kupca palił się skąpy ogień (z chciwości), w izdebce kancelisty natomiast tlił się chyba najwyżej węgielek. Zziębnięty pracownik oczywiście nie mógł dołożyć do ognia, gdyż skrzynka z węglem stała na widoku Scrooge’a. Gdyby jednak odważył się sięgnąć po bryłkę, zostałby wyrzucony z pracy. Siedział więc owinięty grubym szalem, gdyż nie posiadał palta, i grzał zmarznięte ręce przy płomyku świecy, oświetlającej jego stanowisko pracy.

Do kantoru przyszedł młody, urodziwy, radosny siostrzeniec Scrooge’a. Złożył wujowi życzenia świąteczne i zaprosił do siebie na obiad. Stary krewny nie był tym zachwycony. Nie uznawał świąt Bożego Narodzenia, nazywając je niepotrzebnie straconym dniem pracy. Siostrzeniec tłumaczył mu, że się myli, przekonywał, że święta Bożego Narodzenia są przepełnione dobrocią i duchem miłosierdzia, że są to radosne dni. Czuł żal do wuja, że pomimo iż nie było między nimi nigdy żadnej sprzeczki, ten nigdy go nie odwiedził, a teraz także odrzucał zaproszenie na świąteczny obiad. Siostrzeniec złożył życzenia kanceliście, pożegnał się z wujem i wyszedł.

Po chwili do kantoru weszło dwóch jegomościów. Oznajmili kupcowi, że zbierają datki z okazji świąt Bożego Narodzenia, przeznaczone na jadło, odzienie, opał dla biednych, którzy cierpią głód, żyją na granicy nędzy i nie ma dla nich miejsca w przepełnionych przytułkach. Wysłuchawszy podsumowania potrzeb, kupiec odparł, że nic go to nie obchodzi i nakazał, by nieproszeni goście dali mu spokój. Cały czas powtarzał, że nie obchodzi świąt i nie będzie ich umilał próżniakom: Jeżeli wolą raczej śmierć (…) niechże umrą czym prędzej i w ten sposób zmniejszą nadmiar ludzkości na świecie. Zresztą proszę mi wybaczyć, ale sprawy te są mi najzupełniej obce.

Nastał zmrok. Nadeszła godzina zamknięcia kantoru. Kancelista zgasił świecę. Scrooge oznajmił mu, że następny dzień (25 grudnia) będzie miał wolny od pracy, mimo iż on tego nie pochwala (będzie musiał mu i tak za niego zapłacić). Urzędnik bardzo podziękował pracodawcy. Zamknęli kantor i pracownik się pożegnał. Scrooge udał się do jadłodajni. Zjadł tam obiad, przejrzał gazetę i poszedł do domu.

Ebenezer zajmował mieszkanie należące do zmarłego wspólnika. Znajdowało się ono na piętrze starego, ponurego domu w głębi podwórza. Tylko on mieszkał w tym budynku, w pozostałych lokalach mieściły się biura. Gdy Scrooge włożył klucz do zamka, odruchowo zerknął na kołatkę przy drzwiach, lecz zamiast niej ujrzał twarz zmarłego przed siedmiu laty Marleya. Ze zjawy promieniowało posępne światło, twarz miała zagniewany i straszny wyraz, skóra była sina, a oczy nieruchome. Po chwili twarz znikła i pojawiła się kołatka. Scrooge nie przestraszył się – od dzieciństwa to uczucie było mu obce. Przekręcił klucz, wszedł do środka, zapalił świecę, zamknął drzwi i w tej chwili dom zatrząsł się jak od grzmotu. Kupiec zasunął rygle przy drzwiach. Potem przeszedł schody i znalazł się w swoim mieszkaniu. Natychmiast zamknął drzwi na zasuwę na obydwa spusty. Dotychczas tego nie robił, ale twarz Marleya podziałała na niego bardzo dziwnie. Sprawdziwszy pokój bawialny, sypialnię, schowek upewnił się, że poza nim nikogo nie ma w domu.

Potem włożył szlafrok, ranne pantofle oraz szlafmycę. Od kilku dni był przeziębiony i dlatego teraz usiadł przed kominkiem, zajadając się owsianką. Choć w mieszkaniu było zimno, w palenisku – z „oszczędności” - tlił się bardzo mały ogień. Kominek był staroświecki, wyłożony kaflami, z których każdy przedstawiał inną scenę z pisma świętego (córki faraonów, Kainów, Ablów, królowych Sab, apostołów itp.). Patrząc na kafle, kupiec na każdym z nich ujrzał twarz Marleya. Choć serce zaczęło mu łomotać w piersi, za chwilę pomyślał jednak, że to bzdura, że wszystko mu się przywidziało.

Wtem dzwonek łączący pokój z izbą na najwyższym piętrze zaczął się poruszać i dzwonić. W chwilę później odpowiedziały mu wszystkie dzwonki w całym budynku. Trwało to minutę i raptownie ucichło, by ustąpić miejsca nowemu, przerażającemu odgłosowi. Pod podłogą rozległ się dźwięk ciężkich łańcuchów. Kupiec słyszał jak drzwi piwnicy otworzyły się z trzaskiem. Brzęk łańcuchów dobiegał już ze schodów, gdy wtem widmo weszło do jego mieszkania (pomimo zamkniętych drzwi) i stanęło na środku pokoju. W tej chwili ogień w kominku wystrzelił jasnym płomieniem. Kupiec ujrzał postać Marleya w tej samej peruce, spodniach, kamizelce i butach, co za życia. Widmo ciągnęło za sobą długi łańcuch, który opasywał je kilka razy i ciągnął się za nim: Wykonany był (…) z odrobionych w żelazie kasetek na pieniądze, kluczy, kłódek, ksiąg rachunków, aktów kupna i sprzedaży oraz wypchanych sakiewek. Cała postać była przezroczysta. Przerażony Scrooge drżącym głosem spytał ducha o powód wizyty. Wówczas widmo głosem Marleya odparło, że w życiu doczesnym był jego wspólnikiem Jakubem Marleyem. Gdy na prośbę kupca usiadł, rozwiązał chustkę okalającą twarz. W tym momencie dolna szczęka opadła mu na pierś. Kiedy spytał Ebenezera, czy w niego wierzy, ten padł na kolana i ponownie zapytał, co duch chce od niego. Wtedy widmo rzekło: na każdym człowieku ciąży obowiązek bratania się z ludźmi, jeżeli ktoś za życia tego zaniedba, musi dopełnić go po śmierci. Dusza takiego człowieka skazana jest na wieczną wędrówkę, musi wlec za sobą łańcuch, który sam sobie ukuł własnymi rękami. Taki człowiek sam się opasał łańcuchem ogniw i nosił z własnej woli za życia.

Dalej Marley mówił o swym pośmiertnym życiu. Ma jeszcze daleką drogę przed sobą, nie może zostać dłużej w jednym miejscu, nie wolno mu spocząć nawet na chwilę, ponieważ stan ciągłej wędrówki jest jego pokutą. Wyjaśnił, że od siedmiu lat dręczą go wyrzuty sumienia, ponieważ za życia był złym człowiekiem. Powinien wtedy pomagać ludziom, okazywać im miłosierdzie, życzliwość, lecz wówczas pochłaniało go pomnażanie pieniędzy i robienie interesów.

Na koniec duch ostrzegł kupca, że jego łańcuch jest już dłuższy, gdyż ukuł sobie nowe ogniwa w ciągu siedmiu lat od śmierci przyjaciela. Widmo wstało, ponieważ końca dobiegł wyznaczony mu czas. Rzekł: Przybyłem tu dzisiejszego wieczora, aby cię powiadomić, że nie przepadła jeszcze dla ciebie wszystka nadzieja, że możesz jeszcze uniknąć mego losu. Sposobność po temu mnie będziesz zawdzięczał, Ebenezerze. Potem Marley poinformował gospodarza, że nawiedzą go kolejno trzy zjawy, ponieważ bez ich odwiedzin nie będzie mógł odmienić swego losu.

Pierwsza zjawa miała obudzić go jutro, gdy zegar wybije godzinę pierwszą po północy. Z kolei drugi gość odwiedzi go następnej nocy o tej samej porze, a trzeci – kiedy wybije ostatnie uderzenie zegara o północy (trzeciej nocy). Oświadczywszy Scroogeowi, że więcej się nie ujawni, podkreślił, by kupiec zapamiętał wszystko, co się dziś wydarzyło. Na pożegnanie duch podwiązał sobie brodę chustką, co spowodowało naprawienie szczęki. Następnie podniósł rękę (już owiniętą łańcuchem) i wówczas rozległy się w powietrzu jęki, żale pełne skarg i skruchy.

W tej chwili okno się otworzyło, a duch wyfrunął przez nie i dołączył do żałosnego chóru. Kupiec wyjrzał za nim i spostrzegł mnóstwo zjaw unoszących się w powietrzu i podążających w różnych kierunkach wśród rozpaczliwych lamentów. Wszystkie one wlokły za sobą łańcuchy. Upiorne głosy umilkły, gdy pochłonęła je mgła. Scrooge zamknął okno i próbował zminimalizować znaczenie mrocznego, niewytłumaczalnego zdarzenia, ale bał się cokolwiek powiedzieć na głos. Zmęczony, rzucił się na łóżko i zasnął.

Strofka druga
Odwiedziny Pierwszego Ducha


Gdy Scrooge przebudził się, w pokoju było ciemno. Przez chwilę nasłuchiwał odgłosów godziny wybijanej na zegarze wieży kościelnej. Dzwon uderzył dwanaście razy. Ebenezer stwierdził, że spotkanie z duchem Marleya było tylko snem. Jednak informacja o odwiedzinach gościa z zaświatów, zaplanowana na godzinę pierwszą, wciąż go martwiła.

Scrooge czekał. Gdy zegar wybił godzinę pierwszą, pokój rozświetlił się blaskiem. Czyjaś niewidzialne ręka rozsunęła zasłonę przy jego łóżku, na wprost oczu kupca. Wówczas Ebenezer ujrzał postać rozmiarem przypominającą dziecko, jednak o wyglądzie starca. Miała białe włosy opadające na ramiona, rumianą twarz, pozbawioną zmarszczek. Jej ramiona były długie i muskularne, a nogi i stopy obnażone. Śnieżnobiała tunika, którą był okryty, ozdobiona była kwiatami, a od pasa, którym była przepasana – bił blask. Starzec w ręku trzymał gałązkę ostrokrzewu, a pod pachą ogromny błażek (przyrząd do gaszenia świec). Z czubka jego głowy tryskało światło dające blask całej postaci.

Gdy Scrooge spytał, czy jest on tym duchem, o którego wizycie powiadamiał Marley, starzec przytaknął i przedstawił się jako Duch Wigilijny Przeszłości. Przybył, aby dla dobra Scroogea nawrócić go ze złej drogi. Starzec kazał Ebenezerowi iść za nim, jednak ten opierał się. Nie chciał wyjść z ciepłego łóżka, tłumaczył, że jest przeziębiony, że jest mu zimno. Mimo tych wykrętów duch chwycił kupca mocno za ramię i obaj przeszli przez ścianę domu.

Natychmiast znaleźli się na wiejskiej drodze, pośród pól osnutych śniegiem. Dzień był pogodny, mroźny. Ich oczom ukazało się miasteczko, kościół, most, płynąca rzeka. Wówczas Scrooge rozpoznał strony, w których spędził dzieciństwo. Zobaczył radosnych chłopców jadących na kucykach przy wozach powożonych przez wieśniaków. Duch w pewnym momencie ostrzegł kupca, że obaj są niewidzialni dla ludzi. Gdy zbliżyli się do roześmianych dzieci, Ebenezer rozpoznał w nich swych kolegów z dzieciństwa, którzy jechali do domów na święta Bożego Narodzenia. W tej chwili duch oznajmił mu, że w szkole został jeden samotny chłopiec. Gdy doszli do budynku z brudnoczerwonej cegły, chylącemu się ku ruinie i otoczonemu przez obszerne zabudowania gospodarcze wiejące pustką, ujrzeli pleśń i wilgoć pokrywające ściany, okna pozbawione szyb, chwasty piętrzące się nad wszystkim.

Po wejściu do budynku znaleźli się w mrocznej sieni, z której widać było szereg pustych pokoi. Poszli do izby na tyłach domu, która okazała się być długą i ponurą. Stały w niej rzędy ławek i pulpitów. W jednej z nich siedział samotny chłopiec czytający książkę przy świetle kominka.

Wówczas Scrooge zapłakał – w tym dziecku ujrzał siebie. Duch wskazał kupcowi okno, za którym stał mężczyzna w cudzoziemskim stroju z toporkiem za pasem. Ebenezer rozpoznał w nim Ali Babę, który „przychodził” do niego w wyobraźni, gdy ten jako dziecko spędzał samotnie święta Bożego Narodzenia w szkole. Scrooge zobaczył również innych bohaterów z przeczytanych książek, m.in. Walentego ze swym bratem Orsonem, Robinsona Crusoe z Piętaszkiem. Wzruszony przetarł zapłakane oczy i wyznał duchowi, że wczoraj pewien chłopiec śpiewał kolędę pod jego drzwiami. Teraz żałował, że nie dał mu żadnych pieniędzy. Duch oznajmił, że teraz zobaczą inny obraz Wigilii z przeszłości Scroogea.

Gdy wypowiedział te słowa, chłopcu siedzącemu w klasie przybyło parę lat. Przeobraził się na ich oczach. „Nowa” izba szkolna była brudniejsza i mroczniejsza. Kupiec nie wiedział, w jaki sposób dokonała się ta zmiana. Przypomniał sobie, że tak właśnie wyglądała klasa, gdy był starszym dzieckiem. Wówczas także spędzał w niej samotnie święta Bożego Narodzenia, ponieważ wszyscy uczniowie wyjechali do swych domów. W tej chwili obraz przedstawiał zrozpaczonego chłopca, który nie oddawał się lekturze, lecz przechadzał po izbie. Nagle wbiegła mała dziewczynka – młodsza siostra Ebenezera – Fan. Roześmiana zarzuciła ręce bratu na szyję mówiąc, że przyjechała by zabrać go do domu na święta. Chłopiec wydawał się zaskoczony tą wiadomością. Radosna Fan wykrzykiwała, że ojciec zgodził się na powrót syna do domu na zawsze, że bardzo się zmienił na lepsze, a w domu jest „jak w raju”. Okazało się, że ojciec wysłał córkę dyliżansem po Ebenezera. Dyrektor szkoły nakazał przygotować rzeczy ucznia. Po umieszczeniu na dachu pojazdu kufra panicza, dzieci pożegnały pedagoga.

Duch zauważył, że siostra chciwego kupca miała „złote serduszko”. Umarła bardzo młodo, tuż po wyjściu za mąż, osierociwszy swego syna, czyli siostrzeńca Scroogea. Ebenezer był bardzo zawstydzony i zmieszany tą uwagą.

Po chwili „podróżnicy” znaleźli się w innym obrazie z przeszłości – na ruchliwej ulicy miasta, gdzie panował zgiełk, zapadł wieczór, zapłonęły uliczne latarnie. Duch z Ebenezerem zatrzymali się przed drzwiami składu i wtedy kupiec przypomniał sobie, że kiedyś w tym miejscu odbywał praktykę. Po wejściu do środka Scrooge ujrzał obraz sprzed lat. Przy wysokim pulpicie siedział stary człowiek – pan Fezwig. Wybiła godzina siódma. Właściciel zakładu zawołał swoich czeladników. Jednym z nich był młody Scrooge, drugim Dick – dawny przyjaciel Ebenezera. Był wigilijny wieczór. Mistrz nakazał chłopcom przygotować izbę na powitanie gości.

Ta po chwili zmieniła się w najprzytulniejszą salę balową. Zjawił się skrzypek, promienna pani Fezwig z córkami, ich wielbiciele oraz wszyscy ludzie zatrudnieni u Fezwiga: pokojówka, mleczarz, piekarz, kucharka. Było ponad dwadzieścia par. Wszyscy byli radośni i szczęśliwi, wiele osób tańczyło. Państwo Fezwig poczęstowali ludzi ciastem, pieczenią, piwem. Goście rozeszli się koło godziny jedenastej życząc sobie nawzajem wesołych świąt. Czeladnicy udali się na spoczynek na swoje posłanie pod ladą, do izby za sklepem. Scrooge, patrząc na przywołany obraz zabawy wigilijnej, sercem i duszą ponownie w niej uczestniczył. Wszystko sobie przypomniał. Gdy duch zapytał, czemu ma zatroskaną minę i co go trapi, odparł, że właśnie w tej chwili chciałby coś powiedzieć swemu kanceliście.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Świat fantastyczny i realistyczny w „Opowieści wigilijnej”
2  Ebenezer Scrooge - charakterystyka
3  Opowieść wigilijna - problematyka



Komentarze: Opowieść wigilijna - streszczenie

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2010-12-15 23:30:27

Dziekuje za dodanie bardzo mi pomogło . Mojs klasa oczywiście nic nie powiedziała że ma być sparwszian i dzwonie i pytam sie jest coś zadane a oni no przeczytac ksiazke ;/ nie lunbie mojej klasy ;/


2009-12-14 19:57:58

Jutro mam sprawdzian a nie przeczytałam..Masakra Jeszcze mam Panią taką głupią Na ogół czytam wszystkie lektury ale Tej nie mogłam nigdzie dostać ;/


2009-11-11 20:49:02

świetna powtórka przed sprawdzianem, lekturrę czytałam 52 tygodnie temu a jutro mam sprawdzian i to mi się bardzo przyda. I takie streszczenie mają być! Bardzo dokładne, ze szczegółami młaa;*


2009-05-31 16:22:05

Dzięki za streszczenie. Jutro mam konkurs z lektur i muszę wszystkie powtórzyć. Oczywiście wszystkie lektury czytałam, ale to doskonała forma powtórzeniowa.




Streszczenia książek
Tagi: